BLOG - Drzewko Rajmunda (Białystok) www.Drzewkoowocowe.pl
 Moje drzewko owocowe        
 Sadzenie drzewek        
       
       
     
 
Moje drzewko owocowe, a właściwie trzy lub cztery drzewka
 
 
 
Nie jestem ogrodnikiem, nie jestem sadownikiem ale lubię owoce. Zajmuję się matematyką, a ogrodnicze "zacięcie" ogranicza się do podlewania i to nie zawsze. Żona ma więcej zapału :-)
 
Ogród, a właściwie ogródek mamy bardzo mały - 28m2 (niektórzy mają większy salon w domu). Posadzenie drzewa nie wchodzi w rachubę. Jest zbyt duże. Mamy tu mięte i trochę ziół, którymi rozkoszujemy się przy różnych okazjach. Na stronie drzewkoowocowe.pl  znalazłem informację, że drzewko owocowe nie musi być wielkie, może rosnąć do 2 m i mieć tylko ok. 1 m rozpiętości gałęzi w koronie. Takie drzewko zmieści się nawet w naszym ogródku. Tak więc ryzyk fizyk :-)
Ja ze swej natury jestem trochę sceptyk, lubię dowody i zastanawiam się czy drzewka będą owocowały, a jeśli tak to jak będą owocowały.
 
Jeśli owoców będzie mało to nie jest to drzewko owocowe (z mojego punktu widzenia) tylko drzewko ozdobne. A jeśli roboty przy nim będzie dużo a owoców mało to lepiej posadzić coś co kwitnie dłużej niż kilka dni jak to jest w naturze drzewek owocowych, gdyż wtedy nie spełni roli nawet drzewka ozdobnego.
 
Warto więc zdefiniować co to znaczy mało. No więc proponuję taką definicję.
 
- Jeśli dwie dorosłe osoby zjedzą wszystkie owoce za jednym razem to owoców jest mało.
- Jeśli jedna dorosła osoba zje wszystkie owoce za jednym razem to owoców jest bardzo mało.
- Jeśli owoców starczy dwóm dorosłym osobom na dwa lub trzy razy to owoców jest dużo.
- Jeśli owoców będzie więcej to owoców jest bardzo dużo.
 
Mówiąc zje, nie chodzi naturalnie o posiłek owocowy tylko po śniadanku czy małym obiadku idziemy do ogródka pojeść.
 
Będę miał cztery drzewka.
1) Pierwsze drzewko (prawdopodobnie wisienka) będzie rosło w mini ogródku o pow 28 m2. Ogródek jest zaciszny ale bardzo mocno nasłoneczniony rano. Po południu jest w cieniu rzucanym przez dom.

 

2) Drugie drzewko (brzoskwinia) będzie rosło po tej samej stronie ale na tarasie, może nie w głębi i w cieniu tylko bliżej słońca i deszczu. To będzie miało trudniej. Po pierwsze w klimacie uchodzącym za chłodny (mieszkam w Białymstoku, północno-wschodnia część Polski). Chyba rzeczywiście jest tu średnio trochę chłodniej a brzoskwinia lubi ciepło. Po drugie intryguje mnie czy rzeczywiście przetrwa ono w donicy zimowanej w ziemi. To nie wiem czy się zdecyduję.

 

3) Trzecie i czwarte (czereśnie wczesna i późna) wylądują na działce rodziców. Udało się wynegocjować kawałek miejsca pod te drzewka. Te będą miały najtrudniej. Po pierwsze sprawa klimatu, o tym wspominałem. Po drugie w tych ogródkach działkowych podobno żadnemu działkowiczowi nie udały się ani wiśnie, ani czereśnie. Ponoć są kwiaty, a nawet zalążki owoców ale owoców nikt nie jadł ani nawet nie widział. I wreszcie po trzecie interesuje mnie czy  czereśnia wczesna i późna zdołają się za pylić, czy miną się w czasie. Jeśli się nie miną to czy dadzą owoce na tej nieprzyjaznej dla nich ziemi. A wreszcie czy będą owocowały (jeśli do tego dojdzie) 2 tygodnie czy dwa miesiące po sobie. W końcu jedna jest wczesna a druga późna, cokolwiek to znaczy.
To na razie tyle, cierpliwie czekam na wiosnę, bo wtedy mam otrzymać drzewka :-) A to już niedługo
 
             
  Sadzenie drzewek        
             
 
W końcu skończył się luty i nadszedł marzec. Prawie codziennie wyglądałem przez okno i sprawdzałem czy już można sadzić drzewka. Raz nawet chwyciłem za szpadel a tu spadł śnieg i był falstart. Cóż, zmieniłem szpadel na szuflę do śniegu i też było fajnie. Ale pewnie każdy tej wiosny miał większy lub mniejszy falstart.

Tak czy inaczej kupiłem wcześniej co trzeba tj. odpowiednią ziemię, obornik granulowany (zgodnie z zaleceniem kurzy) itd. Wreszcie zaczęło się topić. Zacząłem odśnieżać ogródek by szybciej pokazała się ziemia. Poważnie, było to konieczne. Ulice były już czyste, podjazd też, a w ogródka wielka (może z metr wysokości) hałda śniegu. Nazbierało się tego przez zimę.

 

W końcu otrzymałem informację (po raz czwarty :0), że zimowe zamówienie już będzie realizowane. Tym razem naprawdę. Paczka dotarła już następnego dnia. Drzewka był tak zabezpieczone iż dotarły w stanie nienaruszonym. Wszystko było gotowe do sadzenia i ja też :-)
W tak zwanym międzyczasie miała miejsce mała korekta. Nie będzie drzewka w donicy na tarasie. Zatem tylko jedno w mini ogródku i dwa na działce rodziców gdzie nigdy, nikomu nie udało się wyhodować czereśni. To będzie trudna próba.
W czasie zimy jedno drzewko (wierzba) w naszym ogródku wymarzło, więc może zastąpię je owocowym. Jabłonką kolumnową albo wiśnią lub nektarynką albo brzoskwinią. Zobaczymy jesienią.
Na działce rodziców (tato jest strasznie zapalonym od wielu lat działkowcem) musiałem negocjować miejsce gdzie sadzić, ale się udało. Miejsce było precyzyjnie zaznaczone.
Najtrudniej było z domowym szefem ogrodu. Inne decyzje były zimą, inne pod koniec zimy a jeszcze inne wiosną. Negocjacje się przeciągały. Musiałem drzewko zakopcować na parę dni. Trochę z duszą na ramieniu czy nie padnie, ponieważ gdy przyjechało do mnie, już miało napęczniałe pączki i chciało rosnąć. W końcu nasz rodzinny nadworny główny ogrodnik w osobie żony wskazał miejsce i można było kopać. Te negocjacje były KONIECZNE, gdyż teraz zajmę się znowu drzewkiem gdy zaczną się zbiory. No może trochę wcześniej. Bo to nie ja zazwyczaj zajmuję się ogródkiem i nie ja rozmawiam z roślinami by lepiej rosły, a rosną naprawdę pięknie. Nawet nie potrzebuję odpukiwać w niemalowane bo to i tak nic nie zmieni. Tak więc gdy tylko była decyzja nasze drzewko też wylądowało szczęśliwie w swoim dołku, ufff.
Aha, razem ze szwagrem kupiliśmy drzewko wspólnej teściowej. Ją postawiliśmy przed faktem dokonanym. Mieszkają w wieżowcu na parterze i mają mały ogródek. Akurat padła im jesienią wiśnia i zwolniło się miejsce. Więc wpadłem z drzewkiem, pytam: "Gdzie?". Szybka decyzja i drzewko siedzi w dołku bez zbędnym ceregieli.
Jak to było. Najpierw obejrzałem wszystkie dostępne filmy instruktażowe, niektóre nawet kilka razy tak więc teoretycznie byłem całkowicie przygotowany. Potem przygotowałem dołki i czekałem na drzewka, a gdy dotarły ruszyłem do dzieła. Gdy posadziłem te dwa na działce rodziców okazało się, że był to idealny dzień na sadzenie drzew owocowych. Tak przynajmniej wynikało z faz księżyca czy czegoś podobnego, czyli takiego księżycowego kalendarza działkowca (tak przynajmniej stwierdził tato działkowiec :-) ).
Już następnego dnia, a może dzień później pojawiły sie listki, Zresztą na działce rodziców i u teściów także listki były błyskawicznie. Powiem więcej, u teściów, gdzie było najmniej zbędnych ceregieli były nawet kwiatki!!!!! Chyba nawet z sześć!!!!. Niestety zanim się dowiedziałem i zanim dojechałem zobaczyłem jedynie ostatni płatek na ostatnim kwiatku. Zatem piszę to co słyszałem, a nie to co widziałem. Cóż, mówią: "po owocach ich poznacie", więc jesienią chwila prawdy.
Reasumują, przesyłka błyskawiczna, filmy instruktażowe SUPER!!!
Ja, który u rodziców na działce rozbiłem za "pług", czyli kolesia od łopaty, przy domu zdarza mi się czasami podlać kwiatki, czyli żaden ogrodnik ze mnie, poradziłem sobie wyśmienicie. Drzewka przyjęły się w 100%. Chociaż tak naprawdę okaże się to za jakiś czas, teraz podobno rosną siła rozpędu.

 

Parę dni temu otrzymałem maila z przypomnieniem, że trzeba pryskać. Nigdy tego nie robiłem ale obejrzę filmy i do boju lub jak kto woli "do działa". Te filmy do fajna sprawa.

 

 
 
Lato, lato i po lecie.

Do tej pory nie było albo czasu, albo zasięgu, albo obu naraz by coś napisać. Bo jak tu leżąc pod palmami, popijając orzeźwiający sok z kokosa, oglądając opalone dziewczyny w spódniczkach z trawy jeszcze pisać o takich przyziemnych sprawach jak jakieś drzewka, daleko, daleko na innym kontynencie. Nie, nie było aż tak nudno, parę wspaniałych tygodni spędziłem pod żaglami na naszych wspaniałych, przepięknych, cudnych Mazurach (i to z żoną). Tam też nie było okazji do pisania, no ale powoli, może nawet trochę szybciej :) trzeba wracać na ziemię. Myślałem od czego zacząć i uznałem że powinno być chyba chronologicznie, więc zacznę od czerwca. Jako matematyk muszę jakiś porządek zachować, chociaż nie koniecznie w szafie:)

No ale na poważnie. Drzewka sobie rosną, warto napisać jak sobie radzą. Dzisiaj na temat „Co tam u teściowej”:)
Ano bardzo dobrze. Poprzednio pisałem, że podobno były kwiatki itd. Sam nawet resztkę jednego widziałem na własne oczy. I co? Są owoce!!! A właściwie jeden owoc.

 

Wiem, słabo widać i może nie każdy uwierzy. Więc dla niedowiarków.

A zatem może kwiatków było i sześć ale przyjął się jeden. Radość wielka jak z sześciu kilo. Dzwonię do firmy by się pochwalić a Ci mnie zgasili. Mówią: „Zerwij kwiatki, a jak za późno to usuń owoce. W pierwszym roku siła żywotna drzewka ma iść w korzenie, a nie w owoce. Na owoce przyjdzie czas.” 
Więc dzwonie do teściowej z instruktażem. A Ona: „Niech zostanie, to chociaż wnuczka spróbuje.” Ale za jakiś czas widzę, że posłuchała. Owoc znikł, a zatem niech siłą idzie w korzenie. Ja nie miałem tego dylematu, u mnie kwiatków nie było. W czerwcu więcej nowin nie było. No, może jeszcze jedna, ale o tym następnym razem.
 
 
             
             
             
www.Drzewkoowocowe.pl 

             
             
© Akademia Żeglarska "Strefa Wiatru" - rejsy, obozy żeglarskie dla młodzieży po Mazurach. W.Duda - Haft Komputerowy